Freak MMA

gale freak fight

Marcin Różalski: “Podczas freak fightów można jeszcze zobaczyć autentyczność”

Marcin Różalski, który po wielu latach walk zdecydował się na zakończenie sportowej kariery, udzielił obszernego wywiadu Michałowi Jośko, która ukazała się w serwisie naTemat.pl

Marcin Różalski  – Najlepsze, że wszystko to, co dzieje się w “prawdziwym” MMA, powoduje rosnącą popularność freak fightów, w których walczą jakieś przypadkowe osoby. W sumie nie dziwię się temu…

Michał Jośko – Zaraz, zaraz – Marcin Różalski chyba nie chce komplementować walk organizowanych wyłącznie dla widowiska?!

M.R. – Paradoksalnie chodzi o to, że gdy w owym “prawdziwym” MMA więcej już chłodnego kalkulowania, niż prawdziwej bijatyki, to podczas freak fightów można jeszcze zobaczyć autentyczność, naprawdę ostrą jazdę. Sam lubię to czasami pooglądać.

Rękawice krzyżują tam dwie osoby, które nie skupiają się zbytnio na strategii. Nie myślą o pasach mistrzowskich, przeskakiwaniu wyżej w rankingach sportowych – ot, zaczynają się napier****.

A że ich umiejętności odstają mocno o zawodowych sportowców? Można na to przymknąć oko, bo jest to szczere i autentyczne. Jak bójka w czasach szkolnych.

Powinienem więc dziwić się temu, jak wyczynowi sportowcy hejtują takie walki?

Zwróć uwagę: robią tak osoby, które same podczas wielkich gal supportują celebrytów. To, że na takiej imprezie jakiś aktor-konfident bije się z typem znanym z wrzucania do internetu filmików, na których rzyga, ćpa i chleje, to dla nich w porządku.

Ale te same osoby oburzają się, gdy np. federacja Fame MMA – zajmująca się wyłącznie freak fightami – organizuje się np. walkę Godlewskiej i Linkiewicz. Przecież to hipokryzja!

To dla mnie sprawa kluczowa: niech będą i gale wyłącznie dla prawdziwych sportowców, i dla osób znanych z jakichś innych powodów. Znaleźli sobie niszę, na rynku jest miejsce dla wszystkich. Ważne tylko, aby istniał wyraźny podział, możliwość wyraźnego oddzielenia sportu od widowiska.

M.J. – W żaden sposób nie żenuje cię oglądanie osób, które ze sportami walki mają tyle wspólnego…

M.R. – … co ja z ogrodnictwem? Nie. Powiem ci, że byłem np. na drugiej gali Fame MMA i widzę, że od tamtego czasu niektórzy zawodnicy zrobili progres. Gdy po raz pierwszy zabrali się za mieszane sztuki walki, wydawało im się, że to bułka z masłem. Dopiero później na własnej skórze przekonali się, że tak nie jest.

A to przecież świetne: zabrali się do roboty, choć nie liczą na gigantyczną karierę sportową. Traktują to jako formę ruchu, hobby. No i co w tym złego?

Całą rozmowę można przeczytać na stronie NaTemat.pl

Copyright © All rights reserved. | Newsphere by AF themes.